Mój ojciec wychodził z domu każdego ranka,
a wieczorem, gdy wracał, wydawał się szczęśliwy, że znów nas widzi.
Jedynie on potrafił otworzyć słoik z ogórkami,
podczas gdy innym to się nie udawało. Tylko on nie bał się chodzić sam do
piwnicy.
Zacinał się przy goleniu, lecz nikt nie dawał mu buzi,
aby uśmierzyć ból, ani się tym nie przejmował.
Kiedy padał deszcz, oczywiście on szedł po samochód i ustawiał go przed
wejściem.
Gdy ktoś zachorował, on wychodził kupić lekarstwa.
Kiedy dostałam w prezencie mój pierwszy rower,
przez wiele kilometrów pedałował obok mnie,
aż w końcu nauczyłam się radzić sobie sama.
Bałam się wszystkich innych ojców, ale nie mojego.
Kiedyś przygotowałam mu herbatę. Była to tylko osłodzona woda,
lecz on usiadł na dziecięcym krzesełku i popijał ją, twierdząc,
że jest wyśmienita.